Lena Romul wybrała najlepsze albumy 2013 roku!

Lena Romul, ur. 22.01.1990 w Poznaniu. Kompozytorka, saksofonistka, wokalistka, autorka tekstów.

Jako lider prowadziła dwa projekty muzyczne: „Industrialnie” i „Instynktownie”. Wydanie albumu (debiutanckiego) z utworami tworzonymi w projektach miało premierę 22 stycznia 2013. Obecnie Lena zaczyna pracę nad drugim solowym albumem, którego premiera planowana jest na początek 2014 roku,

Występowała ze swoimi projektami na Bukarest International Jazz Festival, Slot Art Festiwal, Jazz Juniors, Krokus Jazz Festival, No Border Festival. W kraju i poza jego granicami.

Rok 2013 był bardzo intensywny. Wymagał ode mnie reagowania na zmiany, ogromnej kreatywności w rozwiązywaniu problemów wynikających z niewiedzy w nowym “koncertowym” świecie. Ten rok biegł w szybkim tempie, ale przynosił też wiele wątpliwości… stąd wybór płyt, jakie grały na okrągło w moim domowym odtwarzaczu, w Ipodzie, w samochodzie może się wydawać dziwny, niekompletny, niekonsekwentny… ale nie słucham tych płyt, o których mówi się, że “muszę” ich słuchać. Lubię krążki, lubię zamknąć się na godzinę z albumem, więc nie myślę, co pomyślą inni… to moja prywatna chwila.

WYBRANE ALBUMY:

Jamal “Miłość”

Nowa płyta zespołu Jamal odtwarzana była najczęsciej w domu. Spowodowała, że mój świat przekręcił się o 180 stopni. Spędziłam przy tej płycie kilka niezapomnianych nocy… tak, nocy. Bo wyzwala ona skrywane emocje, uczucia, uwalnia, daje swobodę, uświadamia, że “trudno nie wierzyć w nic”. Więc uwierzyłam. Że każdy mężczyzna ma w sobie “Rude Boy’a”, że można “zobaczyć głos”, że mam prawo wierzyć w miłość. Lubię jak muzyka mi to przypomina.

Rita Pax “Rita Pax”

Ta płyta grała w Ipodzie. Tęczowa cipka, nowy zespół po latach solowej kariery, świeże kompozycje, nowa tematyka… Paulina Przybysz zaryzykowała i (moim zdaniem) to ryzyko było opłacalne. Spędziłam dużo chwil sam na sam z tą płytą, z wsłuchiwaniem się w brzmienie, którego w Polsce nie słyszałam wcześniej. Poza tym – głos Pauliny został wtłoczony do muzyki gitarowej, mocniejszej niż dotychczas. Wielokrotnie była dla mnie inspiracją, i tym razem wsłuchiwałam się w każdą nutkę na tym krążku znajdując za każdym razem specyficzną prawdę, którą akceptuję, która do mnie trafia, która jest głosem dorosłej kobiety wspartym ogromną kreatywnością całego zespołu: Kasi Piszek, Piotra i Pawła Zalewskich i Remka Zawadzkiego. Mieszanka tęczowa, mieszanka nowa, czekam na więcej.

Kayah “Transoriental Orchestra”

Nie spodziewałam się tego. Słyszałam, że ma się wydarzyć coś w tym stylu, a nie spodziewałam się utonąć w najnowszym wydawnictwie Kayah. Tymczasem od premiery ta płyta cały czas (!) gra w moim samochodzie (chyba, że mój chłopak nie wytrzymuje i przełącza na Pink Floyd’ów) czuję się szamańsko, czuję wolność, czuję połączenie wszystkich kobiet świata gdy słyszę tyle języków, tyle dźwięków bez pośpiechu, tyle piękna w ludzkim głosie i instrumentach. To płyta na wieczór, na samotność, na deszcz, na słońce, melancholijna… dająca do myślenia. Pozbawiająca wstydu. Maksymalnie profesjonalna. Całkowicie odprężająca.

Duży nacisk kładę na słuchanie polskich artystów. Staram się być na bieżąco, wybierać świadomie muzykę, w której kompozycje mnie zaciekawią, gdzie teksty mnie pobudzą, gdzie całość artystyczna będzie czymś przemyślanym, będzie koncepcją. Dlatego taki wybór… dlatego te płyty leżą na moim biurku podczas podsumowania roku 2013.

Mam nadzieję, że rok 2014 przyniesie mi dużo niespodziewanego i zakocham się w kolejnych krążkach. Życzę sobie i reszcie kraju!