Mieszanka wybuchowa – tak w dwóch słowach można określić to, co Naughty Boy zaserwował gościom tytułowego „Hotelu Cabana”. Debiutancka płyta artysty przypomina bowiem bogate, restauracyjne menu. Czy jest smacznie? Jedno jest pewne – tu każdy znajdzie coś dla siebie.

Shahid Khan, bo tak brzmi imię i nazwisko muzyka tworzącego pod pseudonimem Naughty Boy, miał już szansę udowodnić, że świetnie sprawdza się w roli producenta muzycznego. Jest przecież współodpowiedzialny za sukces takich wykonawców jak Tinie Tempah czy Jennifer Hudson, a przede wszystkim Emeli Sandé, którą zresztą słyszymy w aż pięciu utworach, znajdujących się na tej płycie.

Czy równie dobrze wypadł, debiutując ze swoim własnym materiałem? Po przesłuchaniu „Hotelu Cabana” i dłuższym zastanowieniu, myślę, że mogę na to pytanie odpowiedzieć twierdząco. Muszę się jednak do czegoś przyznać – nie jestem fanką promującego płytę i podbijającego listy przebojów utworu „La La La”. Zapewne dlatego moje nastawienie do twórczości Naughy Boy’a było do tej pory raczej sceptyczne.

Właśnie, stwierdzenie „do tej pory” jest tutaj kluczowe. Teraz bowiem mój stosunek do tego artysty uległ diametralnej zmianie. Stało się tak przede wszystkim za sprawą wyjątkowej różnorodności, jaką zaproponował słuchaczom. Zakamarki „Hotelu Cabana” kryją w sobie zarówno klubowe brzmienia, jak i balladowe, spokojne dźwięki. Ja, jako miłośniczka tych drugich, zwróciłam uwagę chociażby na utwór „Top Floor”, śpiewany przez Eda Sheerana. Pojawienie się Brytyjczyka w gronie takich wykonawców, jak Wiz Khalifa czy Tinie Tempah, którzy również goszczą na płycie, było dla mnie dużym zaskoczeniem. Początkowo zastanawiałam się, czy połączenie rapu, muzyki klubowej, popu i nastrojowych ballad ma w ogóle prawo zadziałać. Naughty Boy rozwiał jednak moje wątpliwości.

Mimo różnorodności, krążek jest spójny. Jest też z pewnością dobrze przemyślany, o czym świadczą swego rodzaju przesłania pojawiające się między innymi na początku i u kresu wizyty w wyjątkowym hotelu. Odpowiedzialny za nie jest George The Poet.

Moją szczególną ciekawość wzbudziło kilka utworów, a wśród nich „One Way”, będący połączeniem delikatnego wokalu Maiday z rapowymi wstawkami. Ma on szansę spodobać się zarówno entuzjastom rapu, jak i tym, którzy za tym gatunkiem nie przepadają. Tym pierwszym powinien przypaść do gustu kawałek „Think About It”, który wykonuje Wiz Khalifa w duecie z Eyer.

Warta wspomnienia jest także piosenka „Hollywood”, której soulowego charakteru nadaje głos Gabrielle. Kolejna – „Wonder”, z pewnością, podobnie jak „La La La”, zasługuje na miano wakacyjnego hitu. Jest to jeden z utworów, który wykonuje wspomniana wcześniej Emeli Sandé. Dwa inne, „Lifted ” oraz „Pluto” naprawdę zasługują na pochwałę, głównie ze względu na warstwę wokalną. Jednocześnie łączy je coś, co niekoniecznie zachwyca – monotonny refren.

Należy powiedzieć, że album w wersji deluxe został wzbogacony o cztery utwory. Wśród nich pojawiła się między innymi autorska aranżacja hitu „Get Lucky” Daft Pank w wykonaniu Taniki. Jest to propozycja z rodzaju tych, które albo się kocha, albo nienawidzi. Ja jestem nią naprawdę zauroczona. Spokojna, klimatyczna wersja sprawiła, że chyba po raz pierwszy z prawdziwą przyjemnością wsłuchałam się w ten utwór.

Hotel Cabana” to z pewnością płyta zaskakująca. Mieszanka gatunków, charakterów, muzycznych odcieni, z której Naughty Boy skomponował składankę konsekwentną i co najważniejsze, naprawdę dobrą.