Najlepsze płyty 2011 roku według redaktorów JazzSoul.pl

podsumowanie 2011 albumy

Zbliża się koniec 2011 roku. Czas na podsumowania. Z naszej strony będzie ich kilka, postanowiliśmy zacząć od albumów, które naszym zdaniem zasługują na miano tych najlepszych w tym roku. Każdy z redaktorów portalu wybrał 4. tytuły. Wybór był bardzo ciężki, bo gdybyśmy chcieli zaprezentować wszystkie jakie nam towarzyszyły w tym roku, nie miałoby to końca.

Tak swoją drogą cieszymy się, że od 15 marca jesteście z nami! Robimy to dla Was i z miesiąca na miesiąc wyniki naszej pracy są coraz bardziej widoczne. Widoczne jest również Wasze zainteresowanie naszą pracą, ponieważ statystyki są coraz większe! Dziękujemy! Po skoku nasze podsumowanie albumów.

  • Magdalena Walczak

Pinnawela “Renesoul”
Pinnawela odradza pojęcie polskiego soulu. Umieszcza go gdzieś nad Wisłą, wśród wiolonczeli, altówki, skrzypiec i trąbki. Robi to w tak umiejętny sposób, że jakość płyty nie odbiega od standardów zza oceanu, przy czym jednocześnie wokalistce nikt nie może zarzucić, że jest drugą Erykah Badu. „Renesoul” to bardzo dojrzała produkcja. Kobiece role, emocje i przeżycia zostały ubrane w różne ‘renesoulowe’ sukienki-kategorie. A ja – szukając w tym krążku czegoś dla siebie – znajduję wszystko: w którą ‘renesoulową sukienkę” nie wskoczę – każda szyta jak na miarę! (nasza recenzja)

Katarzyna Nosowska “8”
Pani, która gra słowem. Prześlizguje się pomiędzy smutkiem, melancholią, a twardym stąpaniem po ziemi. Śpiewa na swój własny sposób nawet o Polsce. Gdy słucham Jej płyty, od tekstów i muzyki bije mądrość. Nie jestem rockową dziewczyną, ale wokalistka przyciąga mnie grą słowną, która zawsze coś ważnego przekazuje. Wybieram Nosowską, bo tak jak dla Niej, również i dla mnie, słowa są huśtawką – od rzeczywistości do rzeczywistości z przerwą na poezję. (nasza recenzja)

Raphael Saadiq “Stone Rollin'”
Oldschoolowy dżentelmen wsiada w muzyczny wehikuł czasu i zabiera nas ze sobą. Jesteśmy gdzieś w latach 60tych. Rock& Roll, Rythm&Blues czy Smooth Soul – to wszystko, co usłyszymy na krążku „Stone Rollin”. Płyta wybrana przeze mnie dlatego, bo Raphael Saadiq „uwspółcześniający” klasykę i Rock& Rolla, tworzy obrazki, w których chce się zostać – trochę odrealnione, idealne i romantyczne.

DoriFi “Entliq Pentliq”
Płyta wartościowa, pozytywna, wybuchowa, energetyczna, ale trochę niedoceniona. Kobiece treści zamknięte w pięknym aksamitnym głosie i przekonaniu, że wszystko jest możliwe. Dorifi artystycznie właśnie taka jest – funkująco podąża za marzeniami i wierzy, że trzeba robić tylko to, co się kocha. Polecam świeżutki „Entliq Pentliq” – prosto z muzycznego pieca zeszłorocznych produkcji. (nasza recenzja)

  • Jakub Sokołowski

Brad Mehldau “Live in Marciac”
Na koncercie w Marciac Mehldau pokazał się od najlepszej strony. Nieprzeciętna umysłowość i wielka wyobraźnia pozwalają mu utrzymać pod kontrolą naprawdę szeroko zakreślony utwór. To poziom dla większości nieosiągalny. Artysta, którego trudno porównać do kogokolwiek innego. (nasza recenzja)

Vijay Iyer “Tirtha”
To niezwykle rzadkie kiedy pianiście udaje się odnaleźć zupełnie niepowtarzalny język muzycznej wypowiedzi. Takim kimś jest Vijay Iyer. Jest coś w “Tirtha” ogromnie przejmującego, lekko mrocznego i nieustępliwego aż do obsesji. (nasza recenzja)

Okan Ersan “A Reborn Journey”
Wybór tej płyty może być dla niektórych zaskoczeniem. Niemniej zasługuje ona na wszelkie wyróżnienia. “A Reborn Journey” to polot, wirtuozeria i prawdziwy eklektyzm stylistyczny. Powiew świeżości w gitarowym światku. (nasza recenzja)

David Binney “Graylen Epicenter”
To bardzo żywa i giętka muzyka.Doskonale zaaranżowana, pełna nieoczywistych zmian tempa. Jest tu rozmach na miarę płyty roku i cała masa doskonałych muzyków, w tym niezrównana Gretchen Parlato. Binney bardzo świadomie improwizuje, jednocześnie nie trzymając muzyki pod ścisłą kontrolą. (nasza recenzja)

  • Kuba Sobieralski

Jamie Woon “Mirrorwriting”
Do zapoznania się z twórczością Jamie’go zachęcił mnie kolega, i bardzo mu za to dziękuję. Nie powiem żeby była to „miłość od pierwszego spojrzenia”, ale dziś śmiało mogę oznajmić że kocham tego gościa. Kocham miłością dojrzałą, która rodziła się wraz z fascynacją. Mówi się że nie darzy się kogoś uczuciem się za coś. W tym przypadku jest to jednak zdecydowanie miłość za niepowtarzalny klimat debiutanckiego LongPlaya, fantastyczny wokal i umiejętnie połączenie nu soulu z elektroniką i muzyką klubową. Moje odkrycie roku. (nasza recenzja)

Julia Marcell “June”
June to drugi album w karierze Julii, a zarazem jeden z najciekawszych albumów rodzimych artystów, jakie miałem okazję słuchać w ciągu tego roku. Zupełnie inny niż jego poprzednik, udowadnia że muzyką można, i należy się bawić, chroniąc się przed rutyną. Julia miesza ze sobą przeróżne, chwilami skrajne dźwięki, jak skrzypce i połamany, elektroniczny bit, przeplatany flecikami. Otrzymana w ten sposób masa jest trochę kwaśna, trochę słodka, czasem też pikantna, ale na pewno nie mdła.

Mayer Hawthorne “How Do You Do”
Jak się masz? Pyta Mayer Hawthorne. Odpowiedź może być tylko jedna. Świetnie !. A dobre samopoczucie zawdzięczamy płycie zatytułowanej How Do You Do. Trzecia w karierze wokalisty płyta, i jednocześnie druga w tym roku, to najbardziej wesoła i taneczna płyta jaka w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy miała swoją premierę w moim odtwarzaczu. Fantastyczny soul w klasycznym stylu, ale nowoczesnym wydaniu. Album idealny na sylwestra i karnawał. (nasza recenzja)

Maya Azucena “Cry Love”
Potężny wokal, głębokie, zmuszające do przemyśleń teksty i wielka odwaga to cech charakteryzujące Mayę Azucenę jako artystkę. W czym się przejawia ta odwaga? Przede wszystkim w tym że piosenkarka nagrywa kolejne płyty zgodnie ze swoim sumieniem i sercem, zamiast podążać za trendami. Taki jest też ostatni krążek Mayi. Cry Love to kawał dobrego, mocnego, kobiecego soulu. (nasza recenzja)

  • Michał Olechowski

Lenny Harold “The Journal of Wonders (Tale of the phoenix in the moon labyrinth)”
Album „The Journal of Wonders (Tale of the phoenix in the moon labyrinth)” w idealnych proporcjach łączy dźwięki nowoczesnego r’n’b, wrażliwego soul, akustycznych instrumentów a także dźwięków electro. Atutem płyty jest melodyjność oraz chwytliwe, ale nie banalne refreny. Niektórych może zrażać dosyć kobieca barwa głosu Lennego, ale można się przyzwyczaić. (nasza recenzja)

Nneka “Soul is Heavy”
Muszę przyznać, że nie do końca rozumiałem fenomenu Nneki. W końcu przemogłem się i po przesłuchaniu „Soul is Heavy” zmieniłem/ wyrobiłem sobie o niej zdanie. Ciepły, o afrykańskim akcencie głos Nneki spaja dobry hip – hop, żywy soul oraz bujające reggae. Wokalistka nie boi się śpiewać o sprawach trudnych i problemowych. „Soul is Heavy” to solidny album zarówno pod względem muzycznym, jak i tekstowym. (nasza recenzja)

James Morrison “The Awakening”
James Morrison jest gwarantem dobrej jakości muzycznej, którą kontynuuje na trzecim w swoim dorobku artystycznym albumie “The Awakening”. To mistrz w tworzeniu utworów, które wzruszają, przenoszą słuchacza w spokojniejszy świat i zarazem uspokajają. Piosenki w połączeniu z jego lekko brudnym, przejmującym głosem mają bardzo emocjonujący wydźwięk. Absolutnie każdy utwór z albumu zasługuje na uznanie. (nasza recenzja)

Medi “You Got Me (Moving)”
“You Got Me (moving)” to niezwykle udany debiut francuskiego multiinstrumentalisty o pseudonimie Medi. Album nagrany w Los Angeles inspirowany jest muzyką amerykańską z końca lat ’70. Medi oferuje nam stylową mieszankę muzyki soul, rock i funky okraszoną specyficzną francuską wrażliwością na dźwięk i brzmienie.

  • Damian Tomczyk

Beirut “The Rip Tide”
W 2011 roku muzycy pod przywództwem Zacha Condona wrócili z nowym materiałem. Na polski rynek trafiła płyta zespołu Beirut „Rip Tide”, która znajduję się wśród najlepszych płyt mijającego roku. Od czego zacząć, zespół kazał fanom czekać blisko 2 lata na swój nowy krążek. Warto było? Moim zdaniem jak najbardziej tak, płyta wraca do korzeni zespołu…początek nawiązuje do debiutanckiego krążka („Gulag Orkestar” – 2006 przyp. red.) jednak nie jest to już ten sam zespół, którym zachwycałem się pięć lat temu. Nie doskonała, nie powala, ale utrzymana na poziomie. Nie chce Was do niej zniechęcać, bądź namiętnie nakłaniać. Nie mam takiego celu, jednak uważam, że po ten krążek powinien sięgnąć świadomy meloman, który zna, albo chociaż słyszał o samym zespole, aby się nie rozczarować. Osobiście polecam Wam płytę – miłego słuchania. (nasza recenzja)

Yugopolis 2
Kontynuacja fenomenalnego projektu, który zawładnął polskimi listami przebojów kilka lat temu. W tym roku ukazała się płyta Yugopolis 2. Połączenie muzyki bałkańskiej z tekstami w wykonaniu najlepszych rodzimych artystów jak Dorota Miśkiewicz, Natu (Sistars) czy Wojtek Mazolewski to niepowtarzalna mieszanka muzyczna. Niektórzy mogą się nie zgodzić z umieszczeniem tej płyty w takim gronie, jednakże, muzyka, teksty, klimat płynąc od Yugopolis 2 to jedno z najlepszych przedsięwzięć muzycznych tego roku.

Leszek Możdżer “Komeda”
Dwa nazwiska, których nie sposób nie znać Komeda, Możdżer – dwóch wielkich artystów, w całkiem innym wykonaniu, innej aranżacji. O płycie można pisać bardzo długo, wystarczą nieliczne, ale jakże wymowne słowa: zachwyca, daje niesamowitą energię, na żywo brzmi po prostu genialnie. Majstersztyk, perła na polskim i światowym rynku muzycznym. Nie można przejść wobec niej obojętnie. (nasza recenzja)

Aga Zaryan “A Book of Luminous Things” oraz „Księga Olśnień”
Podwójne wydawnictwo anglojęzyczna, jak i polskojęzyczna wersja albumu upamiętniającego twórczość Czesława Miłosza. Ciekawe aranżacje w połączeniu z niecodziennym głosem artystki dają „mieszankę wybuchową”. Koncertuje na całym świecie, uchodzi za jedną z największych gwiazd muzyki jazzowej na świecie. Sama artystka podkreśla w wywiadach, że pracuje nad tym co już osiągnęła, ale o swoim sukcesie dopiero nam poinformuje. Skromność? Jak najbardziej tak… ale talent i projekty, które tworzy artystka zasługują na największe uznanie.

  • Mateusz Ryman

Adele “21”
Większość uważa ten album za najlepszy od wielu lat. Owszem jest dobry, ale dla mnie w 2011 roku były lepsze. Adele pokazała wielką klasę! Udowodniła, że bez zgrabnego tyłka można zrobić zamieszanie. Każdy utwór z “21” to hit. Bardzo udany album, obyśmy nie musieli za długo czekać na kolejny.

Amy Winehouse “Lioness: Hidden Treasures”
To był rok Amy! Nie tylko z powodu śmierci ale również za sprawą tej płyty. Dla mnie nr 1 w tym roku, świetna produkcja i dobór utworów, nowe aranżację, które mnie osobiście wgniotły. Muszę przyznać szczerze, że za Amy tęsknie bardzo niż za Michaelem. (nasza recenzja)

Monika Borzym “Girls Talk”
Młoda, bardzo zdolna. Debiutancki album z coverami znanych utworów z pogranicza jazzu, soulu, muzyki alternatywnej. Interpretację Moniki oraz aranżację muzyczne, które zostały skomponowane na album to jednym słowem – majstersztyk. Rewelacyjny album obok którego nie można przejść obojętnie. (nasza recenzja)

Beverly Knight “Soul UK”
Mało znałem twórczość tej pani. Po usłyszeniu “Soul UK” postanowiłem nadrobić braki. Kolejna płyta z coverami znanych utworów muzyki rozrywkowej, w zupełnie nowych aranżacjach. Przepiękny głos Beverly w połączeniu nowoczesnego soulu to miód dla ucha – ten właściwy miód!

Beyonce “4”
Nazywam ją następczynią Jacksona, nie wiem czy słusznie – wiele osób może się ze mną nie zgodzić, ale to moje zdanie, które mogę mieć. “4” jak dla mnie jest najlepszą płytą w dorobku solowym B. Pominąłbym w trackliście kilka utworów, ale co tam! Moja druga płyta roku! (nasza recenzja)