Felieton: Żywot krytyka poczciwego

Chcę wiedzieć wszystko. Pragnienie to nie daje mi spokoju i na skraj wycieńczenia umysłowego zaprowadza. Wołam o pomoc, ale ta znikąd nie nadchodzi. Walę więc głową w mur. Po czym tarzam się po ziemi. Rzucam się opętańczo na stosy płyt i książek pętających się po całym domu. Są wszędzie – na biurku, półkach, parapetach, nawet pod łóżkiem.

Nerwowo jak najprędzej zaczynam to wszystko wertować, słuchać, czytać. Pochłaniam pozycję za pozycją. Nie… to za mało! Muszę jakoś szybciej, lepiej. Robię to wobec tego już non-stop. Obwiniam się, że za wolno. Mam pomysł – może wprowadzić kary dla siebie za zbytnią opieszałość czy lenistwo?

Brakuje mi powietrza, wychodzę na balkon, zaczynam krzyczeć. Sąsiad wzywa policję, bo nie wiadomo kiedy zrobiła się trzecia w nocy. Nieporadnie więc tłumaczę się patrolowi. Na szczęście obyło się bez mandatu. Padam ze zmęczenia.

Budzę się po wielu godzinach snu. Nade mną kilka znajomych twarzy – wszyscy zaniepokojeni spoglądają na mnie. Podobno jestem blady, wciskają mi coś do jedzenia.

A ja nie mogę nic zjeść – myślę o tych wszystkich płytach, które właśnie w tej chwili wychodzą. Kiedy zdążę ich posłuchać? A jakie mam zaległości! Nie znam jeszcze przecież wszystkich płyt Coltrane’a, a Cecila Taylora tylko jedną. A niedługo jeszcze koncert Sonny’ego Rollinsa. Chciałbym przed nim poznać szerzej jego dyskografię.

Wyskakuje z łóżka. Sprawdzam szybko Wikipedię… Zaczyna mi się kręcić w głowie. Płyt Rollins wydał ponad 50.