Recenzja filmu: “Chico i Rita”

Wzruszający, czarujący, pełen kubańskich rytmów. Tak pokrótce można scharakteryzować najnowszy film Javiera Maricala i Fernando Trueby „Chico i Rita”. Film ten to na pierwszy rzut oka banalna historia miłosna z muzyką w tle – jest to jak najbardziej mylne i błędne wrażenie. „Chico i Rita” to wzruszająca historia miłości tytułowych bohaterów, która ma miejsce w końcówce lat czterdziestych XX wieku na malowniczej Kubie.

Dwoje młodych ludzi ona – piękna, uwodzicielska piosenkarka; on utalentowany pianista – który pod wpływem miłości do Rity tworzy utwór swojego życia. Historia rozgrywa się w ciężkim świecie dyskryminacji rasowej, rewolucji na Kubie, wydarzenia te przeplatają się z życiem głównych bohaterów. Los bardzo doświadcza głównych bohaterów; ich życie, miłość, podąża za nimi w każdy nawet najbardziej odległy zakątek świata (Kuba, Nowy York, Paryż czy Hollywood). Jak długo może trwać uczucie między bohaterami?, czy film zakończy się przysłowiowym happy endem? Przekonacie się o tym już od 1 lipca.

„Chico i Rita” to nie tylko film, to również oryginalna ścieżka dźwiękowa, którą skomponował legendarny kubański pianista Bebo Valdés. Na doskonałej ścieżce dźwiękowej znalazły się m.in. utwory Theloniousa Monka, Cole’a Portera, Dizzy’ego Gillespie i Freddy’ego Cole’a, a oni sami pojawiają się w filmie.

Mamy nadzieję, że „Chico i Rita” oczaruje Was, tak jak nas oczarował. Będziecie wracać zarówno do ścieżki dźwiękowej jak i do samego filmu. Wybierając się do kina, na pewno nie pożałujecie, a czas spędzony na oglądaniu filmu będzie jedną z najpiękniejszych chwil danego dnia. Serdecznie zapraszamy.

fot.materiały prasowe